5
Szlag, piorun i inni
Ostatnio, jak wielu, i mnie ogarnęła fala zniechęcenia, ale nie tylko.
Każdego może zalać krew jak pomyślimy o tym, że kadencja trwa 5 lat, a w najbliższych wyborach nie osiągnie obóz patriotyczny wystarczającej większości.
Jak czytam teksty o tym, jak należy szanować demokrację, to dodatkowo trafia mnie szlag. Myślę tu o obowiązkowym uczestnictwie w koronacji Bronka, o szanowaniu woli większości choćby do cna zmanipulowanej, o działaniach demokratycznie w końcu wybranych władz III RP np. w sprawie katastrofy, o przegłosowanym wyniku afery hazardowej i innych dziesiątkach wątków bieżączki.
Kolejne pomysły na ratowanie sytuacji autorstwa pojedynczych blogerów i listy do chama z Budy Ruskiej przyprawiają mnie o mdłości. Taki sam efekt wywołuje u mnie odwoływanie się do Premiera czy nawet Sądów Najwyższych. Pisałem niedawno o doświadczeniu Władka Walca z Sądem i jego składem, a pewnie wszystkie SN i SA i SR i reszta sądów mają te strukturalne wady.
Piorun we mnie strzela, jak czytam dziesiątki postów o zbytnim zaangażowaniu PISu w sprawę krzyża. Jakby to nie był symbol polskości i pamięci oraz sprzeciwu! Tu chylę czoła Cejrowskiemu który ujął to w kilku prostych słowach.
Cholera mnie bierze – lub nawet gorzej, bo łapie mnie wkurw – gdy po włączeniu TV, na dotychczas niezależnej wizji a dziś już odzyskanej TVP, widzę apologetów władzy w osobach Blumsztajna i merytorycznie beznadziejnych profesorów, których nazwiska bym wymienił, gdybym nie zmienił przed ich zapamiętaniem kanałów na inne. Na tych innych również przez blisko sześć godzin o niczym innym nie rozmawiano i niczego innego nie pokazano niż Sejm, Powązki, Archikatedra, Zamek Królewski, Pałac Namiestnikowski i Belweder (jeśli coś pominąłem to dlatego, że oglądałem wyrywkowo), a na pierwszym planie sowiecki namiestnik. Do jasnej cholery, powtórzę, to nic innego jak intronizacja.
Trzaskam drzwiami i mówię NIE (po kilku sekundach oglądania tego spektaklu), gdy na dwóch państwowych kanałach pojawia się „Ballada o Bronku”! Toż to przejaw najgorszego z możliwych wiernopoddańczego upodlenia dziennikarskiej tłuszczy. Jak się powstrzymać od przekleństw?
Czasem ryczeć mi się chce z bezsilności. Bo doskonale zdaję sobie sprawę, że nic się nie zmieni i umrę w tym i w takim kraju. W peerelu bis, gdzie rządzi agentura, gdzie rozwiązanie WSI było przypadkiem (ambicją nowego prezydenta jest ponoć jej restauracja).
I to ostatnie uczucie – rozpacz – pogłębione rozpoznaniem sytuacji aktywności społecznej, wprowadza mnie na ścieżkę rezygnacji. Póki bowiem nie poznamy akt IPN w całości – nie będzie wolnej Polski. A te szuje przy władzy do tego nie dopuszczą. Chyba, że jakiś wariat już te akta skopiował i opublikuje lub jakiś kolejny sowiecki pracownik KGB ich nie wyniesie.
Bowiem każda wolna inicjatywa, każde propaństwowe działanie, każda myśl wolna będzie jak za najgorszej komuny rozpoznana i zniszczona!
Bo u nas znowu wszystko jest ICH!
No bo jeśli, do jasnej cholery, nie siłą ich to jak?
A jeśli siłą, to czemu Was drodzy hutnicy, górnicy i studenci nie ma dziś z nami? Bo armii już nie ma.

























Drogi Panie,
i pozdrawiam!
Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy !!!
Dziękuję za ten blog
Dziękuję.
I jeszcze jedno o IPN:
[...]
Od właściciela strony : Na moim blogu nie ma miejsca na wstawki z onetu.
eurydyta. Szkoda że Twoja wiedza pochodzi ze źródeł zbliżonych do PO.
Oto fragment życiorysu Rajmunda Kaczyńskiego dot. punktów 1,2,3,4 i 7(nie rozpowszechniaj na przyszłość niesprawdzonych bzdur):
Od 1927 Rajmund wraz z rodzicami mieszkał w Baranowiczach, gdzie jego ojciec został naczelnikiem ekspedycji węzła kolejowego a matka zajęła się obrotem nieruchomościami[2]. Tam Rajmund chodził do liceum, do którego uczęszczał również Lucjan Jasiewicz, syn Wincentego, brat stryjeczny jego przyszłej żony Jadwigi. Tuż przed wojną Kaczyńscy przeprowadzili się do Brześcia Litewskiego[2].
Po wybuchu wojny w obawie przed zsyłką na Sybir rodzina Kaczyńskich wyjechała do Warszawy. Tam Rajmund Kaczyński rozpoczął studia na Wydziale Mechanicznym Państwowej Wyższej Szkoły Budowy Maszyn im. Wawelberga, potem w Państwowej Wyższej Szkole Technicznej[2]. Od 1941 należał do Związku Walki Zbrojnej, następnie do Armii Krajowej. Po odbyciu szkolenia w 1943 otrzymał stopień plutonowego podchorążego.
W pierwszym dniu powstania warszawskiego dowodził 7 drużyną 2 plutonu 1 kompanii Pułku Baszta, brał udział w starciu na terenie toru wyścigów konnych na Służewcu. W czasie powstania warszawskiego stracił palec. Opiekowała nim się wówczas sanitariuszka Helena Wołłowicz, ciotka Bronisława Komorowskiego. Po upadku powstania przebywał w obozie jenieckim koło Skierniewic, skąd zbiegł[2].
W 1947 ukończył studia inżynierskie na Wydziale Mechanicznym Politechniki Łódzkiej[2]. Pracował w Państwowych Zakładach Optycznych w Warszawie oraz jako kierownik robót w Społecznym Towarzystwie Budowlanym. Prowadził również wykłady z termodynamiki na tzw. Sorbonie przy Politechnice Warszawskiej. Cały czas mieszkał na Żoliborzu przy ul. Leopolda Lisa-Kuli.
W 1948 ożenił się z Jadwigą z Jasiewiczów, poznaną na jednym z balów karnawałowych na Politechnice Warszawskiej. W 1949 przyszły na świat ich dzieci, bliźnięta – Jarosław i Lech. Matkami chrzestnymi chłopców zostały siostry bliźniaczki Ludwika i Zofia Woźnickie[2]. Rodzina mieszkała na ulicy Lisa-Kuli, w wynajmowanym mieszkaniu, wykupionym dopiero w 1981[2].
Co do 5 i 6, powiem tylko tak. Ja byłem założycielem NZS na swojej uczelni (a może lepiej napisać że jednym z pierwszych sygnatariuszy), moja matka pierwszą przewodniczącą „S” w Polski Radiu, Mój ojczym założycielem i ważnym członkiem „S” w ściśle strzeżonym zakładzie o znaczeniu strategicznym i co? I nas też nie internowano (rodzice mieli spakowane walizki) bo … nie byliśmy na liście. Potem ja robiłem już znacznie mniej,a Kaczyński :
W 1980 zaangażował się w działalność „Solidarności”, kierował sekcją prawną Ośrodka Badań Społecznych przy Regionie Mazowsze[3]. W 1981 podpisał deklarację założycielską Klubów Służby Niepodległości[9], które nie podjęły jakiejkolwiek działalności.
W stanie wojennym nie był na liście do internowania i nie został internowany. Zajmował się dystrybucją wydawnictw podziemnych, brał udział w reaktywowaniu „Głosu”. W 1982 nawiązał współpracę z Komitetem Helsińskim, a rok później z niejawnymi władzami NSZZ „S”, Tymczasową Komisją Koordynacyjną, od 1986 kierował biurem społeczno-politycznym TKK, a od 1987 był sekretarzem jawnej Krajowej Komisji Wykonawczej. W trakcie strajków w 1988 doradzał pracownikom ze Stoczni Gdańskiej im. Lenina[3].
Eurydyta. Może z równym zapałem poszukasz życiorysu ojca Komorowskiego link od którego możesz rozpocząć http://blogmedia24.pl/node/31723 , a następnie spróbuj odpowiedzieć na kilka pytań (wprawdzie nie do Ciebie tylko do Bronisława, ale on nie raczył) http://bezdekretu.blogspot.com/2010/05/pytania-do-kandydata-komorowskiego-cz1.html
I prośba. Więcej powietrza, mniej gazety wyborczej i onetu, czy TVN.
dziękuję – za wyjaśnienia co prawda nie jestem zaczadzony ani Onetem, ani TVN przyznaje czytam Wyborczą – ale usunąłeś mój wpis gdzie jasno wyraziłem, że PO też nie jest moim ideałem – ot po prostu politycy dla mnie WSZYSCY to kłamcy, krętacze itp oszuści. Ale widzę, że cenzura działa – z tym, że To twoja strona więc masz do tego pełne prawo szanuję to i życzę miłego dnia
eurydyta. Nie chciałem go usunąć, po prostu go nie zauważyłem i nie zaakcetowałem. Jest już przy odpowiednim poście.
Co do cenzury. Masz rację, usuwam niektóre komentarze, w szczególności takie które są próbą lansowania fałszu lub są wulgarne. W przypadku dwóch Twoich zachodził przypadek pierwszy.
Na jeden, w którym zostawiłem ślad usuwania, odpowiedziałem.
A wierszyk powstał w oryginale w odwrotnej formie, był więc fałszywy.
Pozdrawiam